Nie raz wspominałam, że od kilku lat choruję na niedoczynność tarczycy, która nie pozwala mi o sobie zapomnieć głównie przez suchą skórę. Gdy tylko pominę etap tzw. balsamowania to moja skóra od razu wola o pomoc, a zaniedbanie kilkudniowe czasem leczę tygodniami….

Co jakiś czas kupuję coś nowego, gdyż mam wrażenie że po pewnym czasie mój rewelacyjny kosmetyk traci swoją moc. Skóra szybko się do niego przyzwyczaja. Mam też kilka perełek aptecznych, które poznałam po urodzeniu się mojej córeczki  i od tamtej zawsze są w naszym domu. Zaczne od preparatu odkażającego skórę czyli Octeniseptu. Osoby które posiadają dzieci na pewno doskonale znają ten produkt, niezastapiony przy pielegnacji pępka niemowlaka w pierwszych tygodniach po narodzinach. Ja zapoznałam się z nim kiedy pierwszy raz poszłam na oczyszczanie twarzy. Pani kosmetolog poradziła mi oczyszczać nim skórę, aż do całkowitego zniknięcia ranek i podrażnień po zabiegu. Wszystko pięknie się wygoiło nie wysuszając przy tym mojej skóry. Od tamtej pory Octenisept jest w naszej domowej apteczce, a woda utleniona i spirytus salicylowy poszedł w odstawkę.

 

Przy niedoczyności tarczycy bardzo często na skórze pojawiają się różnego rodzaju zrogowacenia oraz suche place i u mnie znalazły sobie idealne miejsca, które ciągle nieświadomie dodatkowo podrażniałam, czyli kostki, kolana i łokcie. Smarowałam skórę balsamami oraz olejem kokosowym, robiłam peelingi, ale nic nie pomagało i przez pomyłkowy zakup trafiłam na krem Bepanthen Derm Krem, który uratował tą wysuszoną skórę, miejscami już pekającą. Znam doskonale jego braci m.in. Bepanthen Baby, ale o tym nigdy nie słyszałam. Lekka konsystencja, bardzo szybko się wchłania i mocno nawilża skórę. Jego przeznaczeniem jest gojenie oparzeń oraz zranień, ale bez problemu poradzi sobie z mocnymi podrażnieniami oraz miejscowymi stanami zapalnymi, również uczuleniowymi. Smarowałam nim nózki mojej córki gdy pojawiły się liszaje przez uczulenie na nabiał oraz nadrważliwość na twardą wodę. Stosowałam go na przemiennie z kremem Alantan Dermoline, (ochronny półtłusty z witaminami A + E) który również warto mieć w swojej apteczce, tym bardziej jeśli posiadacie pociechy. Krem kupiłam, aby wytoczyć wojnę przeciw zajadom oraz podrażnieniom wokół ust córeczki, która strasznie drapie te miejsca podczas wyrzynania się ząbków. Momentami wyglądało to bardzo złe, ale Alantan Dermoline (różowy) uratował nam ‘życie’! Nakładałam go grubiej gdy mała zasypiała, na drugi dzień ranka już była bledsza i mniejsza. Nadal jest naszym przyjacielem, bo wczoraj znów się podrapała w nocy i ‘leczymy się’. Ale to również bardzo fajny krem na buzie aby chronić ją przed drażniącymi czynnikami atmosferycznymi, jest półtłusty wieć nie zapycha. 

 

 

Teraz przejdę do  trzech maści, które również warto mieć. Bardzo dobrze znana: Tribiotic. Maść antybakteryjna, zapobiegająca rozwojowi zakażeń bakteryjnych, w przypadku ran, zadrapań i oparzeń. Kombinacja trzech antybiotyków, dlatego jest tak skuteczna. Niezastąpiąna właśnie przy oparzeniach, pięknie goi, nawilżając to miejsce nie robiąc bolesnej skorupki. Gdy byłam nastolatką i miałam problemy z cerą, a dokładnie z ogromnymi, ropnymi ‘wulkanami’ na twarzy to właśnie maścią Tribiotic je atakowałam, co zawsze skutkowało. 
Solcoseryl. Rewelacyjna maść. Regeneruje tkanki, ułatwia gojenie ran, ‘leczy’ blizny, wszelkiego rodzaju owrzodzenia, ropiejące oraz rany po szyciu,  które mimo wszytko potrzebują nawilżenia. Skóra nawilżona szybciej się goi, gdyż nie tworzy się ta sucha, swędząca skorupka, która wcześniej czy później i tak pęknie. Nie jest tłusta jak Tribiotic, lecz swoją konsystencją przypomina pastę do zębów. 
Na koniec pozostawiam maść rumiankową, która wcale nie jest najgorsza, ponieważ nawilża, przyściesza regenerację naskórka, podobnie jak maści o których pisałam wyżej sprawdza się przy opatrzeniach i ranach, które tworzą tzw. skorupki oraz strupy. Lekarstwo na skórki wokół paznokci, mocno wysuszone usta po oblizywaniu się na mrozie oraz obtartym nosie podczas przeziębienia. A będąc już przy nosie chcę również wspomnieć o sprayu do nosa Sterimar, fijologiczny roztwór wody morskiej przeznaczony do nawilżania oraz oczyszczania nosa dla dzieci jak i dorosłych. U nas niezastapiony podczas kataru, ułatwia małej oddychanie i pozbywanie się wydzieliny. Będąc ostatnio w aptece zauważyłam, że jest również Sterimar na katar. Jedyne do czego mam uwagę jeśli chodzi o te spraye to bardzo mocny strumień, dla maluszka kilku tygodniowego kiepsko.  I jak dobrze pamiętam to Marimer był zdecydowanie delikatniejszy. 

______

A jakie są Wasze hity apteczne, które naprawdę warto kupić?