Od pewnego czasu znów zaczyna mi się coś bardziej chcieć, mieć więcej energii i motywacji do działania a wszystko za sprawą zmiany mojego żywienia.

Może nie odżywaniałam się aż tak źle, ale moimi największymi grzeszkami było podjadanie oraz słodycze. Uwielbiam zjeść coś słodkiego do kawy. Było to w pewnym sensie celebrowanie wyjątkowej chwili, które z czasem stało się po prostu uzależnieniem. Kiedy nie zmieściłam się w kolejną ulubioną rzecz postanowiłam, że coś trzeba z tym zrobić. Byłam już kiedyś na diecie Ewy Chodakowskiej, waga spadała, ale posiłki były przekominowane, mąż na wyjeżdzie, ja sama z 2 miesięcznym dzieckiem i ciągle jak nie gotowałam to zmywałam naczynia, oszaleć można! Po 2 tygodniach przerwałam to, bo byłam jeszcze bardziej sfrustrowana niż przed dietą. Tym razem postanowiłam sobie, że niech się wali, niech się pali zmienie swoje nawyki, wrócę do swojej wagi, aby czuć się dobrze i nie patrzeć na siebie krytycznie. Z pomocą przyszła mi Agata Figatowska, która ułożyła mi plan żywieniowy, dzięki któremu dostaraczam organizmowi to czego potrzebuje, czuję się dobrze, nawet bardzo dobrze, a moje wyniki tarczycy są rewelacyjne! Wstaję rano pełna energii, nie tak jak wcześniej, opuchnięta, ciężka, bez humoru, bez jakiegokolwiek sensu, szybko się męczyłam, a wszystkie niepowodzenia czy nawet padający deszcz za oknem wynagradzałam sobie czymś słodkim.
Słodycze rzucałam, ale zaraz wracałam do tego zła wcielonego w czekoladzie. 5 maj był kolejną porażką…
W ubieglą sobotę 21 października minęło 6 tygodni odkąd nie zjadłam ani okruszka ciasta, czekoladki, batkonika i innego sztucznego słodycza prócz owoców w drugim śniadniu. Pierwsze dwa tygodnie były ciężkie. Obecnie jem co 3 godziny ponieważ mam 4 posiłki i organizm sam już dopomina się jedzenia. Jem smacznie i zdrowo. Piję dużo wody i czasami kawę. Pierwsze 3 dni były tragiczne! Bolała mnie głowa i byłam nie dowytrzymania. Taki detoks od słodyczy oraz Coli, organizm nie dawał sobie rady i walczył. Za sobą ciągle słyszałam: ‚Po co Ci to?”, „Zjedz coś słodkiego i tak nie wytrwasz” a ja zapijałam ten głos wodą. Dziś jestem z siebie dumna, waga pokazuje 6,5 kg mniej i wymieniłam kolejne spodnie bo już były za duże. To uczucie nie do opisania… Nie mówię, że nie mam ochoty zjeść coś słodkiego bo tak nie jest, ale później na pewno będę mocno to kontrolować.
***
Złych nawyków nabywamy z braku czasu, lenistwa lub pod wpływem nawarstwiających się emocji. Tak było w moim przypadku. Emocje. Zawsze lubiłam słodycze i nie rozumiem tego, jak ktoś mówi że dla niego słodycze mogłyby nie istnieć. To dla mnie jakaś abstrakcja, ale z drugiej strony troszkę tego zazdroszczę, ale wracając do tematu, dla mnie słodycze były lekarstwem na całe zło tego świata jak i nagrodą. Jak coś nie wychodziło lub byłam w kiepskim humorze, czekoladka zawsze poprawiała humor, to co że na chwilę! Spotkania z koleżankami, spotkania rodzinne, niedzielne obiadki, popołudnie z książką, wyskok na miasto z czym Wam się kojarzy? Praktycznie zawsze z kawą i czymś słodkim. Kawa koniecznie ze spienionym mlekiem i syropem karmelowym. Mniam… Moja ulubiona! Wszystko co wyjątkowe konieczne trzeba uczcić. Zerknijcie na reklamy słodyczy czy kawy, nie wspomnę już o tych które niedługo się pojawią czyli te Świąteczne, wszystkie przepełnione miłymi chwilami i słodyczą. Z czystej ciekawości wygooglowałam ‚dlaczego lubimy czekoladę/kawę’:
„Za jej magiczną moc szybkiej poprawy humoru”
„Za energię, człowiek staje się szczęśliwszy, radosny i zdrowy”

 

Traktujemy słodycz za dostawcę pozytywnego nastawienia oraz szczęscia. Czy tak powinno ono wyglądać?! Mogłabym rzec, że zaatraciłam się w słodyczach i to była moja udręka dlatego chciałam to zmienić, aby później wchodząc na wagę nie zobaczyć tam 100 kg oraz czuć się jeszcze gorzej. Wygrałam najważniejszą walkę i jestem szczęsliwa. Teraz będzie już tylko lepiej.