Manicure hybrydowy to już tak naprawdę must have każdego wyjazdu, a już z pewnością wakacyjnego. Chcemy mieć wtedy piękne paznokcie i to jak najdłużej. Ale co zrobić aby ten manicure taki był i po tygodniu nie szaleć z powodu widocznych odrostów? Idealnym rozwiązaniem jest tzw. manicure kombinowany.

Trend, który zaczął królować w salonach kosmetycznych w naszym kraju. Zabieg polega na bardzo dokładnym przygotowaniu płytki paznokcia przed nałożeniem koloru. Manicure kombinowany sprawdza się najlepiej pod hybrydy, ale równie dobrze sprawdzi się pod tradycyjne lakiery do paznokci.
Ale o co tak naprawdę chodzi? O skórki! Należy je dokładnie odsunąć, wyfrezować i wyciąć. Ja pomijam krok frezowania, ponieważ frezarki jeszcze nie posiadam oraz ukończonego kursu. Tak, aby posługiwać się frezarka i pracować z klientkami najlepiej ukończyć kurs i nauczyć się obsługi frezarki, aby nie wyrządzić nikomu ani sobie krzywdy, ponieważ pracujemy blisko wrażliwych miejsc na wysokich obrotach. 

Ale jak to robić w przypadku kiedy nie mamy frezarki jak ja? Nie martwcie się. Spokojnie można wykonać taki manicure przy pomocy kopytka, cążek i cieniutkiego pędzelka. Zaczynam od skórek i pozbywam się ich z płytki jak zawsze, czyli: jeśli jest to klasyczny manicure używam żelu rozpuszczającego skórki aby na sucho i na siłę ich nie odpychać, a jeśli jest to kolejna stylizacja hybrydowa skórki automatycznie miękną podczas rozpuszczania lakieru w removerze. Wiem, że jest wiele przeciwniczek takiego usuwania hybrydy, ale nie każda dziewczyna która np. ‚robi’ sobie paznokcie w domu nie musi od razu kończyć szkolenia obsługi frezarki i jej kupować. Ale wracając do naszych skórek, kiedy są już miękkie, odsuwam je metalowym kopytkiem, należy to robić bardzo delikatnie aby nie uszkodzić płytki paznokcia. Jeśli nie czujecie się na siłach róbcie to drewnianym patyczkiem, a napewno nie wyrządzicie sobie krzywdy. Następnie skórki, które graniczą z wałem okołopaznokciowym wycinam cążkami, jeśli oczywiście jest co wycinać, jeżeli nic nie odstaje, nie ma potrzeby ich ruszać.  
manicure kombinowany,
Po nałożeniu bazy i oczywiście utwardzeniu, wreszcie maluję. Zaczynam od nałożenia lakieru i ‚dopchnięciu go’ jak najbliżej skórek na ile mi się to udaje, tak aby nie pobrudzić skóry, inaczej po pierwsze może to niekorzystnie wpłynąć na trwałość stylizacji, po drugie doprowadzić do podrażnień oraz uczuleń kiedy dotykamy nieutwardzonym produktem skóry. Kiedy widzę, że dalej nie poradzę sobie grubym pędzelkiem od lakieru, biorę mój czarodziejski sprzęt INDIGO Master Art. 002 cieniutki pędzelek o krótkim włosiu 4 mm, jak dla mnie idealny. Możecie używać takich z dłuższym włosiem, wszystko zależy od tego czym będzie Wam wygodniej. Wykładam kropelkę lakieru na kartonik i zaczynam bardzo precyzyjnie zamalowywać przestrzeć pomiędzy naniesionym lakierem a skórkami. Ważne! Nie odpychajcie skórek już po nałożeniu jednej warstwy lakieru, ponieważ jest to wpychanie nieutwardzonego produktu (warstwy dyspersyjnej) pod skórki, które również może skończyć się uczuleniem. Fakt, robiłam tak przez jakiś czas ale tylko dlatego, że pokazano mi ten sposób malowania paznokci na jednych warsztatach doszkalających z żelu. I teraz weź bądź mądra kobieto i wybierz odpowiednie warsztaty gdzie na każdych jest mówione co innego… 
Maluję tak paznokcie dwoma warstwami plus oczywiście top, aby zabezpieczyć całą stylizację. Na zdjęciu poniżej widać jak moja technika się zmieniałą. 1. Malowanie pod skórki, 2. Zdjęcie sprzed 5 lat. Pamiętam, że tym niebieskim kolorem uczyłam się malować hybrydę na szkoleniu. 3. Manicure po ponad dwóch tygodniach, przy bardzo szybko rosnących paznokciach. 
 
 
Przyznacie, że to świetny sposób na przedłużenie świeżości każdej stylizacji? Dłużej możemy cieszyć się ładnymi pazurkami bez zbędnych odrostów, którę powinny być widoczne dopiero po ponad tygodniu lub nawet dłużej, wszystko oczywiście zależy od tego, jak szybko rosną nam paznokcie.