córeczka, dzień dziecka, moja gwiazdka z nieba,
Nie pamiętam już chyba jak to było przed NIĄ, co robiłam i na co marnowałam tyle cennego czasu, którego dziś prawie w ogóle nie mam chyba, że wyszarpię go w czasie drzemek lub chwil kiedy zajęta jest grzebaniu w stercie swoich zabawek.

Każdy dzień, dokładnie od 14 miesięcy jest bardzo intensywny. Zaczynamy go o 6.00 ale za to kończymy już o 20.00 ponieważ małe nóżki nie mają siły nosić tego rozszalałego ciałka. Na Boga, skąd dzieci biorą tyle energii? Ja momentami podam w połowie dnia, jeśli oczywiście mogę sobie na to pozwolić. Od kilku dni jednak dopadła mnie jakaś niemoc, nie wyrabiam się z rzeczami które sobie zaplanowałam, wszystko odkładam na później lub na kolejny dzień a później jest już zwyczajnie za późno. Przytłoczyło mnie trochę siedzenie w domu. Kocham JĄ nad życie, ale chwilami brakuję mi tego ‘mojego czasu’ na poczytanie książki, wypicie spokojnie kawy… Z każdym dniem jest coraz fajniej, ponieważ Tola więcej rozumie i jak na swój wiek super się komunikuje, ale potrzebuje mieć kogoś przy sobie cały czas. Nawet jeśli bawi się swoimi zabawkami, a zobaczy moje tj. zeszyt w którym coś planuję to ona jest już przy nim bo przecież musi wiedzieć co tam się dzieje, już widzę tą jej minkę i błysk w oczach, mówiące ‘ooo mogę coś nowego’ Wystawianie po raz setny śmietnika, wyjmowanie rzeczy z szafek, wyciąganie ubrań oraz wychodzące zębaki nr. 4 sprawiają, że momentami mam ochotę wydłubać sobie oczy. Dnia Dziecka z 2016 roku powiem Wam szczerze, że nie pamiętam ani trochę… Po urodzeniu Toli było bardzo ciężko, długo do siebie dochodziłam, niekończące się zmęczenie, zastanawiałam się wtedy czy ono w ogóle kiedyś przejdzie, zmartwienia, ponieważ w ciąży przebyłam wirusa cytomegalii, ale po badaniach na szczęście wszystko jest dobrze, ale za to później dopadła nas bakteria E.Coli i zaciągnęła z 3,5 miesięczną Tolą do szpitala na 10 dni. Do szpitala poszliśmy z jedną bakterią, a wróciliśmy z dwoma.
córeczka, dzień dziecka, moja gwiazdka z nieba,

Choć czasami mam wszystkiego dość to kocham ją nad życie! Wczoraj taka sytuacja: po małej histerii z powodu bolących ząbków mała przyniosła swoją kołderkę i poduszkę do pokoju rozłożyła na podłodze, kazała się położyć, a jej rączka powędrowała na mój policzek, po 20 minutach zasnęła. To dla niej muszę być wszechwiedząca i pełna energii, a w moim słowniku od dawna nie ma słowa ‘nie wiem’, ‘nie umiem’, ‘nie potrafię’. Kim ja bym bez niej była?